Wróć do siebie. Ale co to właściwie znaczy?
„Musisz wrócić do siebie.”
To jedno z tych zdań, które słyszymy bardzo często po rozstaniu, rozwodzie, zdradzie albo innym życiowym kryzysie.
Mówią je przyjaciele. Psychologowie. Terapeuci. Ludzie w internecie.
Brzmi mądrze.
Tylko co właściwie oznacza?
Bo jeśli właśnie przeżywasz trudny moment, możesz mieć ochotę odpowiedzieć:
„Dobrze, ale gdzie ja jestem? I jak mam do siebie wrócić, skoro nawet nie wiem, kiedy siebie zgubiłam?”
To bardzo dobre pytanie.
Prawda jest taka, że większość ludzi nie gubi siebie nagle.
To nie dzieje się jednego dnia.
To proces.
Powolny. Cichy. Często niezauważalny.
Najpierw rezygnujesz z jednej potrzeby.
Potem z jednego marzenia.
Potem z jednego „nie”, którego nie powiedziałaś.
Aż w pewnym momencie orientujesz się, że od dawna żyjesz bardziej życiem innych ludzi niż swoim własnym.
Jak człowiek gubi siebie?
Wyobraź sobie kobietę, która poznaje mężczyznę.
Na początku wszystko wygląda pięknie. Jest zakochana. Chce, żeby było dobrze. Chce budować relację.
Kiedy on mówi, że nie lubi wyjazdów w góry, przestaje jeździć.
Kiedy nie przepada za jej przyjaciółkami, spotyka się z nimi coraz rzadziej.
Kiedy narzeka, że za dużo czasu poświęca swoim pasjom, odkłada je na później.
Nie robi tego z przymusu.
Robi to z miłości.
Albo tak jej się wydaje.
Po kilku latach budzi się obok człowieka, którego zna, ale sama siebie już nie rozpoznaje.
Nie pamięta, co ją cieszy.
Nie wie, czego chce.
Nie potrafi odpowiedzieć na pytanie:
„Gdybyś mogła zrobić dziś wszystko, na co masz ochotę, co by to było?”
To właśnie jest zgubienie siebie.
Nie spektakularne.
Nie dramatyczne.
Po prostu powolne oddalanie się od własnego wnętrza.
Nie tylko relacje
Wiele osób myśli, że tracimy siebie wyłącznie w związkach.
To nieprawda.
Można zgubić siebie w pracy.
Można zgubić siebie w rodzinie.
Można zgubić siebie, próbując spełnić oczekiwania rodziców.
Znam historię mężczyzny, który przez ponad dwadzieścia lat prowadził firmę przejętą po ojcu.
Był szanowany.
Dobrze zarabiał.
Rodzina była dumna.
Tylko że każdego ranka budził się z poczuciem pustki.
Podczas terapii powiedział zdanie, którego nigdy nie zapomnę:
„Nie wiem, czy ja kiedykolwiek chciałem to robić. Po prostu wszyscy zakładali, że będę.”
Czasami nie żyjemy swoim życiem.
Żyjemy scenariuszem napisanym przez innych.
Po czym poznasz, że zgubiłaś siebie?
Najczęściej pojawia się zmęczenie.
Nie takie fizyczne.
Głębsze.
Zmęczenie ciągłym dostosowywaniem się.
Zmęczenie spełnianiem oczekiwań.
Zmęczenie ratowaniem innych.
Pojawia się też dziwne uczucie pustki.
Nawet wtedy, kiedy pozornie wszystko jest dobrze.
Masz pracę.
Dom.
Rodzinę.
A jednak czegoś brakuje.
To właśnie dlatego wiele osób mówi:
„Powinnam być szczęśliwa, a nie jestem.”
Bo szczęście nie pojawia się wtedy, gdy spełniasz oczekiwania świata.
Pojawia się wtedy, gdy żyjesz w zgodzie ze sobą.
Powrót do siebie nie oznacza egoizmu
To ważne.
Wiele osób boi się wracać do siebie, ponieważ zostały nauczone, że dbanie o siebie jest egoistyczne.
Zwłaszcza kobiety.
Od małego słyszą:
„Myśl o innych.”
„Nie bądź samolubna.”
„Poświęć się.”
„Dobra matka zawsze stawia innych na pierwszym miejscu.”
„Dobra żona powinna wytrzymać.”
„Dobra córka nie sprawia problemów.”
I tak uczymy się żyć dla innych.
Problem zaczyna się wtedy, gdy dla wszystkich znajdujemy czas, uwagę i troskę, a dla siebie nie zostaje już nic.
Powrót do siebie nie oznacza, że przestajesz kochać innych.
Oznacza, że przestajesz opuszczać siebie.
Jak wracać do siebie?
Powoli.
Krok po kroku.
Nie potrzebujesz wielkiej rewolucji.
Potrzebujesz małych decyzji.
Zacznij od prostych pytań.
Co lubię?
Co mnie uspokaja?
Co daje mi energię?
Przy kim czuję się sobą?
Przy kim udaję?
Na co mam ochotę?
Na co nie mam ochoty?
To może wydawać się banalne.
Ale wiele osób nie zadawało sobie takich pytań od lat.
Powrót do siebie zaczyna się od granic
Nie da się wrócić do siebie bez granic.
Jeżeli zawsze zgadzasz się na wszystko, co proponują inni, trudno usłyszeć własny głos.
Granice nie służą odpychaniu ludzi.
Granice służą ochronie tego, co dla Ciebie ważne.
Wyobraź sobie ogród.
Jeżeli nie ma ogrodzenia, każdy może wejść i zrobić, co chce.
Tak samo działa psychika.
Jeżeli nie masz granic, inni zaczynają decydować o Twoim czasie, energii i emocjach.
Największa zmiana zaczyna się od jednego pytania
Przez lata pytasz:
„Co on myśli?”
„Czy mnie kocha?”
„Dlaczego się nie odezwał?”
„Czy jest zadowolony?”
A potem przychodzi moment przełomowy.
Zaczynasz pytać:
„Jak ja się z tym czuję?”
To jedno pytanie potrafi zmienić całe życie.
Bo nagle uwaga wraca tam, gdzie zawsze powinna być.
Do Ciebie.
Wrócić do siebie to odzyskać swoją energię
Ludzie często pytają mnie:
„Jak odzyskać energię po rozstaniu?”
„Jak przestać myśleć o byłym partnerze?”
„Jak przestać analizować?”
Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje.
Zacznij inwestować energię tam, gdzie masz wpływ.
W siebie.
W swoje zdrowie.
W swoje pasje.
W swoje marzenia.
W swoje relacje.
W swoje życie.
Bo kiedy cała energia płynie do jednej osoby, zawsze pojawia się pustka.
Kiedy zaczyna wracać do Ciebie, pojawia się spokój.
Powrót do siebie to powrót do domu
Najpiękniejsza definicja, jaką znam, brzmi właśnie tak.
Powrót do siebie jest jak powrót do domu po bardzo długiej podróży.
Nie musisz stawać się kimś nowym.
Nie musisz się naprawiać.
Nie musisz zasługiwać na swoją wartość.
Masz jedynie przypomnieć sobie, kim byłaś, zanim zaczęłaś wierzyć, że musisz być kimś innym.
I może właśnie od tego warto zacząć już dziś.
Nie od zmieniania całego życia.
Nie od wielkich decyzji.
Nie od ratowania świata.
Tylko od prostego pytania:
„Czego ja naprawdę potrzebuję?”
Bo właśnie tam zaczyna się droga do siebie.
A kiedy wracasz do siebie, wracasz do miejsca, w którym od zawsze mieszkała Twoja siła.