Najgorsze decyzje podejmujemy wtedy, gdy wydaje nam się, że nie mamy wyboru.
Są takie momenty w życiu, kiedy wydaje nam się, że nie mamy wyboru.
Stoimy pod ścianą. Emocje sięgają zenitu. Czujemy lęk, presję, zagubienie. I wtedy nasz umysł podsuwa jedno jedyne rozwiązanie. Takie, które wydaje się jedyną drogą wyjścia.
Problem polega na tym, że bardzo często nie jest to jedyna droga.
To tylko jedyna droga, którą widzimy w danym momencie.
Przez lata pracy z ludźmi zauważyłam coś bardzo ciekawego. Kiedy człowiek znajduje się w kryzysie emocjonalnym, jego świat zaczyna się zawężać. Im większy stres, tym mniej możliwości dostrzega. To trochę tak, jakby patrzył przez wąski tunel. Widać tylko to, co znajduje się bezpośrednio przed nami.
Nie widzimy innych opcji.
Nie dlatego, że ich nie ma.
Dlatego, że nie mamy do nich dostępu przez własne emocje.
Kiedy emocje odbierają nam perspektywę
Osoba tkwiąca w trudnym związku często widzi tylko dwa rozwiązania:
„Zostać i cierpieć” albo „odejść i cierpieć”.
Osoba żyjąca z partnerem uzależnionym często widzi tylko walkę o jego zmianę albo poczucie winy, że go zostawia.
Ktoś inny tkwi latami w pracy, której nienawidzi, bo wydaje mu się, że nie ma alternatywy.
W rzeczywistości możliwości jest znacznie więcej.
Problem polega na tym, że lęk zawęża pole widzenia.
Dlatego tak wiele osób po latach mówi:
„Gdybym wtedy wiedziała to, co wiem dziś, podjęłabym zupełnie inną decyzję.”
Nie dlatego, że były głupie.
Nie dlatego, że były słabe.
Po prostu były przerażone.
A przestraszony człowiek nie widzi całego obrazu.
Największy błąd: podejmowanie decyzji pod wpływem cudzych przekonań
Czasami problemem nie są nawet nasze emocje.
Problemem jest presja innych ludzi.
Rodziny.
Partnera.
Znajomych.
Społeczeństwa.
Ludzi, którzy mówią nam, jak powinno wyglądać nasze życie.
I wtedy podejmujemy decyzje nie dlatego, że są zgodne z nami.
Podejmujemy je dlatego, że boimy się oceny.
Boimy się rozczarować innych.
Boimy się zrobić coś po swojemu.
Później jednak to my żyjemy z konsekwencjami tych decyzji.
Nie ci, którzy je doradzali.
Nie ci, którzy wywierali presję.
Nie ci, którzy mówili: „Powinnaś”.
To my budzimy się rano w życiu, które wybraliśmy pod wpływem strachu.
Dlatego tak ważne jest, aby przed podjęciem ważnej decyzji zatrzymać się i zadać sobie pytanie:
„Czy to naprawdę jest moje?”
Technika pięciu rozwiązań
Od lat polecam ludziom bardzo proste ćwiczenie.
Nie podejmuj ważnej decyzji, dopóki nie znajdziesz przynajmniej pięciu możliwych rozwiązań.
Nawet jeśli wydaje Ci się, że istnieje tylko jedno.
Usiądź.
Weź kartkę.
I zmusz swój umysł do szukania.
Przykład?
Jesteś w trudnej relacji.
Pierwsza myśl:
„Muszę odejść.”
Dobrze.
Ale co jeszcze?
Może terapia dla siebie.
Może postawienie granic.
Może czasowa separacja.
Może konsultacja prawna.
Może rozmowa z kimś niezależnym.
Nie chodzi o to, że wszystkie rozwiązania są równie dobre.
Chodzi o to, żeby zobaczyć, że istnieją.
Bo kiedy widzisz tylko jedno wyjście, działasz z lęku.
Kiedy widzisz pięć wyjść, zaczynasz wybierać świadomie.
Współuzależnienie emocjonalne – kiedy żyjesz cudzym życiem
Jest jeszcze jedna pułapka.
Bardzo często nie szukamy rozwiązań dla siebie.
Szukamy rozwiązań dla drugiej osoby.
To szczególnie częste we współuzależnieniu emocjonalnym.
I nie chodzi tylko o alkoholizm.
Można być współuzależnionym od emocji partnera.
Od jego humorów.
Od jego decyzji.
Od jego aprobaty.
Od jego obecności.
Wtedy całe życie zaczyna kręcić się wokół drugiego człowieka.
Budzisz się rano i zastanawiasz, co on czuje.
Czy się odezwie.
Czy jest zadowolony.
Czy znowu ma problem.
Czy czegoś potrzebuje.
Powoli przestajesz żyć swoim życiem.
Zaczynasz żyć jego życiem.
I wtedy pojawia się ogromne zmęczenie.
Bo człowiek nie został stworzony do dźwigania dwóch istnień jednocześnie.
Prawda, której wielu ludzi nie chce usłyszeć
Nie możesz zmusić nikogo do terapii.
Nie możesz zmusić nikogo do rozwoju.
Nie możesz zmusić nikogo do zmiany.
Nie możesz uratować człowieka przed nim samym.
Jeżeli ktoś nie widzi problemu, nie Ty masz go za niego zobaczyć.
Jeżeli ktoś nie chce się zmieniać, nie Ty masz wykonać za niego tę pracę.
Możesz wspierać.
Możesz kochać.
Możesz być obok.
Ale nie możesz żyć za drugiego człowieka.
To jedna z najtrudniejszych lekcji dorosłości.
Odwaga zaczyna się od pierwszego kroku
W życiu często stoimy przed mgłą.
Nie widzimy planu.
Nie widzimy rozwiązania.
Nie wiemy, dokąd prowadzi droga.
I właśnie wtedy wielu ludzi zatrzymuje się na lata.
Czekają na pewność.
Na gwarancję.
Na znak.
Tymczasem życie działa inaczej.
Dopiero kiedy robisz pierwszy krok, zaczynasz widzieć następny.
Potem kolejny.
I kolejny.
Największe zmiany nie zaczynają się od wiedzy.
Zaczynają się od odwagi.
Zanim podejmiesz decyzję…
Zatrzymaj się.
Oddychaj.
Daj sobie czas.
Poszukaj pięciu rozwiązań.
Zapytaj siebie:
Czy to jest moje?
Czy to jest zgodne ze mną?
Czy podejmuję tę decyzję z miłości do siebie, czy ze strachu?
Bo czasami jedna decyzja wpływa na kolejne lata życia.
Warto więc podjąć ją świadomie.
Nie pod wpływem paniki.
Nie pod wpływem presji.
Nie pod wpływem cudzych przekonań.
Tylko w zgodzie ze sobą.
A jeśli dziś jesteś w miejscu, w którym nie widzisz wyjścia, pamiętaj o jednej rzeczy.
To, że nie widzisz rozwiązania, nie oznacza, że ono nie istnieje.
Czasami po prostu jeszcze nie zrobiłaś pierwszego kroku.